Jak rozwija się choroba


Cukrzyca ma wiele przyczyn, tak jak wiele jest rodzajów tej choroby. Przyglądając się tej wrodzonej, typu I nie sposób oprzeć się wrażeniu, zę jedyną przyczyną może być... spożywanie mleka i jego przetworów. Jedyną. W krajach, w których mleka krowiego się nie spożywa, ta choroba w zasadzie nie istnieje, podobnie wśród grup kulturowych którym religia czy zasady etyczne zabraniają spożywania produktów mlecznych. Wykresy zachorowalności na cukrzycę typu I oraz konsumpcji mleka w poszczególnych krajach praktycznie się pokrywają - jeśli w którymś kraju spożywa się 3 razy więcej mleka niż w innym, będzie 3 razy więcej zachorowań. Jeśli nie spożywa się w ogóle, ludzie nie chorują. Jeśli spożycie jest rekordowe, również najwięcej dzieci rodzi się z tą chorobą. Od tej reguły nie ma praktycznie żadnych wyjątków.

Jeśli ta zależność jest prawdziwa, mechanizm jest bardzo prosty - mleko krowie oraz wysepki trzustki mają podobne przeciwciała. Jeśli organizm ludzki nauczy się rozpoznawać mleko jako wroga - jednocześnie zaatakuje trzustkę. Matka zalewająca swój organizm obcymi przeciwciałami w końcu doprowadzi do tego, że system odpornościowy dziecka "nauczy" się walczyć z wrogiem. Oczywiście są też inne czynniki ryzyka - niski poziom witaminy D, specyficzne geny czy brak karmienia piersią - ale obecność mleka w diecie wydaje się być koniecznością, bez tego cukrzyca typu I byłaby chorobą praktycznie nieznaną, dotykającą setki albo i tysiące razy mniej dzieci. Ostateczną odpowiedź dałyby badania matek - weganek, jest to grupa żyjąca w tych samych warunkach co reszta społeczeństwa, więc zachorowalność ich dzieci powinna być przynajmniej zbliżona. Nikomu jednak się z tym nie spieszy.

Mechanizm powstawania cukrzycy typu II również dość banalny. Jemy coś, co podnosi poziom cukru. Nasze ciało jest nagle zalane nadmiarem glukozy, w panice wydziela insulinę. Ale ponieważ tego cukru jest o wiele za dużo, również wytworzenie insuliny jest zbyt gwałtowne. W efekcie poziom cukru spada - i zamiast ożywienia, czujemy osowiałość i zmęczenie. Organizm wydziela więc substancje działające odwrotnie - i znowu podwyższa poziom glukozy we krwi. Ale znowuż reakcja jest zbyt gwałtowna, za chwilę będzie musiał znowu użyć insuliny. I tak się to waha w jedną i w drugą stronę. Po pewnym czasie mamy kompletnie rozregulowaną zdolność kontrolowania tego poziomu.

Oczywiście są tutaj dodatkowe czynniki - mianowicie tak naprawdę nie chodzi o sam poziom glukozy, ale o insulinę. Okazuje się, że pokarmy roślinne, pomimo podniesienia poziomu cukru, nie powodują wzrostu jej poziomu. Organizm sobie z tym bez problemu radzi. Gorzej, gdy zjadamy pokarmy odzwierzęce - wtedy cukier prawie nie rośnie, ale insulina skacze pod sam sufit. Dlatego wegetarianie o wiele rzadziej zapadają na cukrzycę - pomimo tego, że statystycznie jedzą o wiele więcej szybko przyswajalnych węgli. Z ciekawostek - jogurt podnosi poziom insuliny mocniej, niż czekolada.

Kolejnym istotnym czynnikiem są węglowodany w formie łatwo przyswajalnej. Zasadniczo nie powinniśmy jeść nic, czego nie możemy zjeść na surowo. Dotyczy to też ziemniaków i zbóż, one są po prostu niezdrowe. Zarówno wyroby z białej mąki, jak i ziemniaki bardzo silnie podbijają cukier, silniej niż słodkie owoce. Dla porównania, ziemniaki podniosą poziom insuliny do 120, biały chleb do 100, a niesamowicie słodkie winogrona jedynie do 80, a jabłko do niecałych 60, czyli tyle co... ryby. Niestety, większość lekarzy dalej jest z poziomem wiedzy daleko w poprzednim stuleciu i zalecają cukrzykom "złożone węglowodany, ziemniaki i chleb", odradzając "proste cukry, na przykład jabłka".

Jedna z poważniejszych przyczyn to masowe niedobory witaminy D - wykazano, że ludzie z najniższym jej poziomem najczęściej zapadają na cukrzycę. Jest to chyba jedyna witamina, której niedobory mamy praktycznie wszyscy. Badacze zajmujący się nią zgadzają się również co do tego, że normy spożycia są zaniżone około dziesięciokrotnie. Co najciekawsze, jest to również jedyna witamina, której nie można dostać w aptece bez recepty - podobno chodzi o nasze bezpieczeństwo i możliwość przedawkowania, chociaż do tej pory na świecie nie było ani jednego przypadku zatrucia przy dawkach poniżej 40 000 IU dziennie spożywanych przez kilka miesięcy (czyli w praktyce trzeba zjadać kilka opakowań dziennie przez pół roku, żeby się otruć, a gdyby ktoś chciał za pomocą witaminy D popełnić samobójstwo, musiałby chyba wydać całą pensję na tabletki i jeść je łyżkami przez kilka godzin. W praktyce aspiryna jest dosłownie tysiące razy bardziej niebezpieczna). (korekta z roku 2017 - już można kupić bez recepty). Oczywiście gdy choroba się już rozwinie, jest za późno na to, by jej zapobiec, ale w dalszym ciągu warto podnieść poziom tej witaminy w organizmie - więcej o tym w dziale poświęconym suplementacji.

Ostatnia przyczyna to ogólne niedożywienie całej populacji. Owszem, praktycznie nikt nie umiera już w Polsce z głodu - ale kto mając żołądek wypchany pokarmem zdaje sobie sprawę, że umiera każda komórka jego ciała? To, co zjadamy jest pozbawione minerałów i witamin, nie mówiąc o wszelkiego rodzaju fitoskładnikach, których są w roślinach dziesiątki tysięcy. Nie dość, że praktycznie nie jemy obecnie roślin albo jemy bezwartościowe, takie jak zboża czy ziemniaki, pozbawiając się tym samym tysięcy substancji potrzebnych naszemu organizmowi (witamin, bioflawonoidów, polifenoli, enzymów oksydacyjnych etc), to na dodatek ziemia uprawna jest ciągle pozbawiana minerałów. Owszem, nawozimy ją - ale nawóz składa się z kilku podstawowych pierwiastków niezbędnych do tego, żeby roślina wyrosła. A co z kilkudziesięcioma, które są nam niezbędne do życia? Co roku rośliny wyciagają je z gleby, co roku je zbieramy - i nawozimy pole sztucznym zestawem kilku pierwiastków. Naturalna koleją rzeczy jest to, że roślina albo gnije na polu jesienią, nawożąc ziemię, albo jest zjadana przez zwierzę - które również nawozi ziemię oddając, co zabrało. Człowiek niestety stosuje gospodarkę rabunkową, teraz się to na nas mści. Mamy potężne niedobory większości mikroskładników i witamin, a co gorsza - również podstawowych minerałów, takich jak cynk czy magnez.