Cynk


Pierwiastek ten jest na tyle skuteczny, że wymaga oddzielnego rozdziału.

Od dawna wiadomo, że chorzy na cukrzycę mają dużo niższy poziom cynku. Naukowcy łamią sobie głowę, w jaki sposób ta choroba powoduje jego utratę z organizmu. Bardzo symptomatyczne jest, że w ogóle nie bierze się pod uwagę innej możliwości. Może niedobory nie są skutkiem, a przyczyną problemów? Nie jedyną oczywiście, ale bardzo istotną? Poważne podejscie do tego zagadnienia mogłoby doprowadzić do opracowania skutecznych lekarstw, nie przynoszących praktycznie żadnych zysków, więc po prostu się to ignoruje, pomimo tego że jeśli ta hipoteza jest prawdziwa, można uratować miliony osób.

Co na ten temat ma do powiedzenia nauka? Przeprowadzono próby kliniczne, a jakże. W skromnych, nie dofinansowanych placówkach państwowych. Są one zaledwie promilem wszystkich badań dotyczących potencjalnych leków przeciw cukrzycy - no ale czego się spodziewać, cynku nie można opatentować. Efekty były łatwe do przewidzenia - uzupełnienie tego pierwiastka cofa chorobę. Spada poziom glukozy na czczo i po prowokacji glukozą, maleje hemoglobina glikowana. Można powiedzieć, że mamy - może nie lek pozwalający na całkowite pozbycie się choroby, ale coś, co praktycznie zerowym kosztem znacznie poprawia stan pacjentów. Teraz pytanie - kto z was słyszał o tym od lekarza? Hmm? Ktokolwiek...? Tak myślałem.

Link do metaanalizy, w której wyciągnięto średnie wyniki uzyskane w ośmiu różnych próbach klinicznych - statystycznie HbA1c spadła o 0,54%, poziom glukozy na czczo o 18 mg/dl, zaś 2 godziny po prowokacji o 35 mg/dl. Podobnie korzystnie zmieniły się poziomy frakcji cholesterolu:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3407731/

Statystyczny chory ma o 30% niższy poziom od człowieka zdrowego. Oznacza to ogólną ilość w organizmie niższą o około 1000 mg - w niektórych przypadkach może być to 2000, w innych 500, ale tu chodzi tylko o przykład. Jeśli w diecie nie mamy jego wystarczającej ilości (a z reguły nie mamy), to pewna ilość suplementu jest wymagana, aby powstrzymać dalszą ucieczkę z organizmu - powiedzmy 5 mg dziennie. Jeśli zaczniemy brać tabletki z rekomendowaną ilością 15 mg, jedynie 10 z nich będzie wykorzystywane do uzupełniania niedoborów. Przyswajalność wynosi około 50%, zostaje nam 5 mg które przeniknie z jelit do krwi. Z tej ilości zaledwie 2-3 mg zostaną zmagazynowane, resztę po prostu wysikamy.

Te obliczenia które przeprowadziłem są bardzo ważne, pozwalają zrozumieć, dlaczego suplementacja "zwykłymi" dawkami nie ma większego sensu. Przy bardzo dużych niedoborach będzie to trwało trzy lata! Dopiero przyjmowanie 50 mg dziennie pozwala odkładać ponad 10 mg, dając szansę na uzupełnienie niedoborów w ciągu 3 miesięcy. Większych ilości nie polecam, gdyż pojawia się wtedy ryzyko różnego rodzaju powikłań - najczęściej nieszkodliwych, takich jak rozwolnienia czy mdłości.

Trzeba tutaj wspomnieć o miedzi. W organizmie te dwa pierwiastki konkurują ze sobą - zarówno w czasie przyswajania, jak i we krwi. Nadmiar jednego powoduje ucieczkę drugiego. Dlatego uzupełnianie trzeba przeprowadzać na raty. Przez jakiś czas przyjmować duże dawki cynku, potem - suplementy miedzi. Zalecane proporcje to 8 do 1, ale przy tak dużych dawkach powinno się je nieco rozciągnąć, do 12:1 albo nawet 15:1. Oznacza to przykładowo przyjmowanie przez 7 dni 50 mg cynku dziennie, potem przez 2-3 dni 3-4 mg miedzi - i tak w kółko.

Warto kontrolować parametry krwi, zwykła morfologia pozwala ustrzec się problemów - tak zwany "nabyty niedobór miedzi" będzie się objawiał niskim poziomem hemoglobiny i niskim hematokrytem. Jeśli takie coś będzie miało miejsce, trzeba przez jakiś czas brać tylko ją. Jeśli z kolei pojawi się silna nerwowość i bezsenność, powinno się z niej zrezygnować. Nie ma tu niestety jednego sposobu dla wszystkich - co pomoże Kowalskiemu, zaszkodzi Nowakowi, każdy człowiek ma inne poziomy tych pierwiastków i inny stopień ich przyswajania. Podane tu proporcje są mniej więcej dobre dla każdego, ale można - i powinno się - korygować je według własnego samopoczucia.

Pomiar poziomu we krwi jest bezużyteczny, gdyż potrafi się on zmieniać dosłownie z dnia na dzień. Wiarygodne testy wymagają sprawdzenia stężenia wewnątrzkomórkowego, a to niestety jest droga procedura i większość laboratoriów tego nie robi. Podobnie niedokładne są zwykłe testy mierzące poziom miedzi w organizmie.